środa, 27 września 2017

Szkoła dla dużych





Środa, 27 września. Śniadanie nieco wcześniej niż zwykle. Do szkoły wzięliśmy ze sobą tylko małe plecaki ze śniadaniem i bilety na autobus, ale potem okazało się, że bilety nie są nam potrzebne. Bo nie i już. Ale potem już podobno będą, bo będziemy za duzi. Więc dziś bez biletów. Potem szatnia, ustawiamy się parami razem z klasą 1a. Idzie z nami też pani Danusia z 1a, pan Szymon z brodą i znana już nam pani Asia.
Są emocje - pierwszy raz będziemy jako klasa jechać autobusem. Pani Aga chyba się trochę denerwuje, bo jeszcze przed wyjściem przypomina jak mamy iść, że dziur nie robić, że na przejściu przez ulicę idziemy razem, że grzecznie, że dzień dobry. I głos ma taki jakby spięty klamerką. Albo spinaczem. Jest inaczej.
W autobusie dużo miejsca, stoimy, siedzimy. Ktoś nie wziął plecaka, w ręku trzyma butelkę - ręce muszą być wolne, żeby się trzymać - pani cap! butelkę do torby i ręce już wolne. Trochę jechaliśmy, ale niezbyt długo. Wysiadamy, idziemy przez tory. Wszyscy w parach, jest wesoło, każdy o czymś opowiada. Przechodzimy przez tory a za torami dużo różnych budynków. To ta szkoła dla dużych ludzi. Każda od czegoś innego. - Ja tu byłem! - Ja też! Ta, do której idziemy, jest na samym końcu. Niektórych bolą już nogi. Będzie odpoczynek przy fontannie. Nogi przestały boleć, chcą biegać, nie chcą już odpoczywać. A potem pani przerywa nam świetną zabawę (zawsze tak robi!) i znów pary. Wchodzimy do budynku. Nawet słychać jakieś dzień dobry. Szatnia, plecaki trzeba zostawić. A potem przychodzi PAN. PAN jest w garniturze i wygląda poważnie. PAN jest dziadkiem naszego kolegi, ale kolega jest chory i nie może z nami być. Fajnie mieć dziadka w takiej szkole dla dużych. PAN zabrał nas do wieeeelkiej klasy, z taką tablicą, że w naszym domu na pewno by się nie zmieściła. Tylko pisać się po niej nie da, chyba, że się wejdzie na drabinę.
PAN mówi, że ta szkoła jest już stara, ale są jeszcze starsze. I zakłada taki śmieszny płaszcz. I pomarańczową czapkę. Podobno tak kiedyś nauczyciele dla dorosłych się tak ubierali. Gorąco w tym, więc PAN znów jest w swoim garniturze. PAN i jego kolega pokazują nam, co można robić w tej klasie. My wiemy, że w tej  klasie to jest dobrze film zobaczyć. Z dużą prażoną kukurydzą.
Obok jest biblioteka - oni muszą te wszystkie książki przeczytać?! A niektóre nie mają obrazków nawet! Chcieliśmy sobie usiąść przy takich fajnych komputerach, ale PAN zabrał nas gdzie indziej. I było nam przez chwilę smutno. Zamiast biblioteki i komputerów mała ciemna salka. jeden komputer i telewizor. - Będziemy film oglądać? -  Nie. - Łeeee... Wchodzimy za zieloną zasłonkę, a tam... kamery, takie duże, prawdziwe, światła jak w filmie i zielona zasłonka, co umie znikać. Znikać? Tak, bo na ekranie zamiast zasłonki była pogoda. I my też tam byliśmy.  I okazało się, że jak jest kamera to są też zabawne miny i się chłopaki ścigali, kto zrobi głupszą ale później znów musieliśmy iść. A taka zabawa była... To była telewizja. Poszliśmy do radia. Były śmieszne krzesła - żeby na nie wejść, ktoś musiał nam pomóc! I wielkie słuchawki! I mikrofony! A za ścianą była perkusja, ale jej już nie zdążyliśmy zobaczyć. I jeszcze widzieliśmy taką fajną salę pełną komputerów. Od razu wiedzieliśmy co robić - każdy sobie usiadł przy jednym, może pogramy? Albo film jakiś? Nie...? Tu ci duzi uczniowie pracują. PRACUJĄ! A tak by się grało...
Na koniec PAN zabrał nas do swojego pokoju. - To pan tu mieszka? - A śpi pan tu? PAN tu nie mieszka i nie śpi, ale pokój ma ładny. A na biurku takie coś, co nie wiemy co to było, ale było ładne. I ważne, bo nie mieliśmy się tym bawić.
Wielka ta szkoła. Klasy takie, że można po nich biegać. Tyle, że biegać nie wolno, pani mówiła. Znów nogi bolą. Schody, długie korytarze. I piłkarzyki w jednym! Jak się przykleiliśmy, to aż pani się przestraszyła, że dalej idzie sama. Ale poszliśmy z nią.
Takich PANÓW jak nasz, było więcej. Były też PANIE. Wszyscy się do nas uśmiechali i patrzyli. A PAN jeszcze powiedział, że to wyzwanie było nas spotkać. A nasza pani, że my pierwszy raz i że się nauczymy, że trzeba nam dać czas. My nie wiemy, czego my się mamy nauczyć, bo bawiliśmy się świetnie. A, że czasem ktoś się zapomniał i chciał iść, gdzie nie trzeba albo nie chciał iść, choć trzeba było... E tam, jak będziemy tacy duzi jak ci z tej wielkiej szkoły, to już na pewno będziemy umieć to, czego nie wiemy. A nasz PAN świetnie się spisał i pokazał nam ciekawe rzeczy. Tylko nazwy strasznie trudne wszystko miało. O, na przykład: Prof. UAM Dr Hab. Witold Mazurczak, Kierownik Zakładu Historii Politycznej na Wydziale Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM. Jak to spamiętać? A to nasz PAN był po prostu. I PANU Witoldowi, dziadkowi naszego Stasia bardzo dziękujemy!
A jak jesteście ciekawi, to tu możecie obejrzeć zdjęcia z naszej pierwszej klasowej wyprawy.

Akcja ogród

Społeczność szkolna z radością podjęła się sadzenia wiosennych kwiatów. My uczniowie drugiej "be" bardzo solidnie przygotowaliśm...